W Chicago jakość powietrza w czwartek gwałtownie się pogorszyła, a miasto znalazło się wśród miejsc z najgorszym powietrzem na świecie. Nad metropolią utrzymywał się gęsty dym z pożarów lasów w Kanadzie oraz z północnej Minnesoty.

Powietrze na poziomie zagrożenia

Według danych przytoczonych przez lokalne media wskaźnik AQI w Chicago przekroczył 400, a w innym pomiarze sięgnął 458. Reuters podał z kolei, że stanowy urząd ochrony środowiska ogłosił czerwony alert, gdy AQI wzrósł do 329. W każdym z tych opisów mowa o poziomie uznawanym za niebezpieczny.

Najgorsze warunki panowały w centrum Chicago i na północnych przedmieściach. Widziano wyraźną warstwę dymu nad jeziorem Michigan, a część mieszkańców nosiła maseczki.

Zakazy i odwołane wydarzenia

Władze apelowały, by ograniczyć czas spędzany na zewnątrz. W rejonie Chicago przedłużono też alert dotyczący jakości powietrza co najmniej do piątkowego popołudnia. Park District przeniósł programy do wnętrz, a wszystkie plaże i baseny miejskie zostały zamknięte na ten dzień.

Odwołano lub przełożono także część wydarzeń, w tym mecz Chicago Fire z Vancouver Whitecaps. Zamknięto też niektóre ogrody i oranżerie, a część wydarzeń plenerowych przesunięto lub anulowano.

Dym z Kanady przesuwa się na południe

Źródła wskazują, że dym nad Chicago napędzały pożary w Kanadzie. W jednym z materiałów podano, że w kraju płonie ponad 100 pożarów, a wiatr przenosi dym na południowy wschód. Prognozy cytowane przez NBC Chicago sugerują, że dym może zacząć stopniowo ustępować dopiero w piątek po południu, choć jakość powietrza nadal ma być problemem.

W takich warunkach mieszkańcom zalecano ograniczenie wysiłku na zewnątrz i pozostanie w pomieszczeniach tak często, jak to możliwe.