W Berlinie doszło do awantury z udziałem Roberta Bąkiewicza i członków Ruchu Obrony Granic. Według relacji z miejsca zdarzenia grupa chciała postawić drewniany krzyż przy pomniku upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej.

W sprawie interweniowała niemiecka policja. Z komunikatu berlińskich funkcjonariuszy wynika, że około 15 osób w żółtych kamizelkach zebrało się w parku Tiergarten przed Reichstagiem, miało transparenty i duży drewniany krzyż, a następnie próbowało ruszyć w kierunku miejsca pamięci. Policja zabroniła przemarszu i zaproponowała kontynuowanie demonstracji w innym miejscu lub indywidualne udanie się do pomnika.

Zatrzymania w Berlinie

Gdy grupa mimo to ruszyła z krzyżem i transparentami, policja przeprowadziła sześć zatrzymań. W relacjach pojawia się informacja, że wśród zatrzymanych był Robert Bąkiewicz. Po interwencji wszystkie te osoby zostały zwolnione z miejsca zdarzenia.

Rzecznik MSZ Maciej Wewiór przekazał, że konsul na miejscu ustala okoliczności zdarzenia i powody zatrzymania. Dodał też, że jedna osoba jest zatrzymana. Z kolei Bąkiewicz w rozmowie z Telewizją Republika mówił, że został pobity i skuty przez policję.

Reakcje po incydencie

W mediach społecznościowych córka Roberta Bąkiewicza podała, że jej ojciec jest w złym stanie. Policja w Berlinie informowała natomiast, że działania podjęto po tym, jak grupa mimo ostrzeżeń próbowała kontynuować przemarsz.

Sprawa wywołała reakcje także po stronie polityków prawicy, którzy komentowali interwencję niemieckiej policji i oczekiwali reakcji polskich władz.