W Kanadzie płoną setki pożarów lasów, a dym z północno-zachodniego Ontario i innych regionów zaczyna wpływać na jakość powietrza po obu stronach granicy. W Toronto jakość powietrza została oceniona jako bardzo wysokie ryzyko, a w części Stanów Zjednoczonych prognozowano niebezpieczne warunki.
Toronto i północne stany USA w smogu
Reuters podał, że w środę w Kanadzie aktywnych było 835 pożarów, z czego 112 uznawano za niekontrolowane. Ogień objął już 1,9 mln hektarów. Najwięcej pożarów odnotowano w Manitobie, Saskatchewan i Ontario.
W Toronto wskaźnik Air Quality Health Index osiągnął poziom 10+, czyli bardzo wysokie ryzyko. Dym z pożarów zasłonił niebo i rozprzestrzenił się na północno-wschodnie rejony USA. W Nowym Jorku lokalne władze ostrzegły mieszkańców przed złą jakością powietrza i zachęciły do ograniczenia intensywnej aktywności na zewnątrz.
Ostrzeżenia i utrudnienia
ABC News informowało, że ponad 800 pożarów w Kanadzie tworzy gęsty dym, który może dotknąć miliony osób w USA. Według prognoz bardzo gęsty dym miał dotrzeć w środę wieczorem do Nowego Jorku i Providence, a wcześniej przemieścić się przez miasta regionu Wielkich Jezior, w tym Green Bay, Milwaukee, Grand Rapids, Detroit i Buffalo.
W Delaware wydano Code Orange Air Quality Action Day na 15 i 16 lipca. Tamtejsze służby ostrzegły, że w kolejnych dniach dym z kanadyjskich pożarów może napływać nad stan, a jakość powietrza ma być niezdrowa dla wrażliwych grup.
Reuters dodał, że słaba jakość powietrza doprowadziła do odwołania części wydarzeń w Toronto, a smog i upał były odczuwalne także w samym mieście. Władze i meteorolodzy ostrzegali, że dym może utrzymywać się jeszcze przez kolejne dni.